
Dzień w którym Tomek założył wykrywacz kłamstw na palec zaczął się dla mnie już o 8.00. Dla młodych pewnie jeszcze wcześniej. Cóż. W końcu to ich dzień. Szkoda zmarnować choćby minutę.

Dwugodzinny pobyt w studiu wizażu wpłynął na mnie orzeźwiająco. Chmura lakieru do włosów w powietrzu wyśmienicie oczyszczała zatoki. Nie narzekałem...

... nie wypadało mi. Skoro Monika potrafiła to znieść dla Tomka to i ja powinienem. W sumie taki zawód.

Pienkna. Po prostu.

Kilka godzin później miało się zacząć...

... nowe życie Tomka i Moniki. W sumie to jemu się dużo skończyło. Jednak żaden facet się do tego nie przyzna. Ot. Słowo się rzekło i już.

Po południu przyszedł czas na tradycyjny plener. Czyli walka z czasem i możliwościami. Za długo młodych przetrzymać nie wolno, a materiał trzeba przyzwoity zrobić. Dla wszystkich to mile spędzone godzinki. Dla Ciebie lekki stres.

Całe szczęście pogoda nam dopisała. Obeszło się bez nieludzkiego sprintu w minusowych temperaturach.


Mateusz i jego gumowe kończyny w akcji.

Kamerzysta. Oto on.

Takie ujęcia wychodzą fajnie tylko z dobrą ekipą. Każdy wie przecież, że drewno skakać nie potrafi. Tego dnia Mateusz i ja drwalami nie byliśmy...

... a Tomek i Monika pozowali jak zawodowcy.

Tomka czasem musiałem instruować. Pokazywać mu zwyczajnie.

Żeby potem wychodziło to tak.


Po zdjęciach wszyscy sobie poszli.

Ta scenka była oczywiście przed plenerem. Staropolskie przywitanie. Chlebem i solą. Wódą znaczy się... i chlebem.

Tort był po powrocie. Tak to przynajmniej pamiętam.

Mateusz w akcji. Nadal zastanawia mnie jego styl trzymania aparatu.

Ja muszę trzymać wszystko dwoma rękami i kucać, żeby mi się obraz nie trząsł. Ech, on to jednak zawodowiec.

Tak czy siak ludzie się bawili...

... nawet bardzo dobrze.

I to wszystko dzięki naszemu narodowemu napojowi orzeźwiającemu.

Przed oczepinami test oświetlenia. Model - wiadomo kto.

Kontra wyśmienicie zadziałała.

Brakiem ostrości i pierwszą nad ranem skończyliśmy.